Przejdź do treści
Pracuj Sportem

Rozmowa 07 · 87 min · 23.02.2026

Odporność psychiczną można wytrenować

Część dostajesz w temperamencie. Resztę podnosisz pracą. Marcin Sobczyk był bramkarzem piłki ręcznej, brązowym medalistą mistrzostw Polski juniorów, a potem psychologiem sportowym. Dziś jest dyrektorem ds. personalnych i rozwoju organizacji w Legii Warszawa S.A. Rozmawiamy o tym, jak działa głowa pod presją i co z boiska przydaje się na rozmowie rekrutacyjnej.

Odtwarzacz YouTube ładuje się dopiero po kliknięciu.

Rozmowa w pięciu zdaniach

  • Przygotowanie sportowca stoi na czterech nogach: fizycznej, taktycznej, technicznej i mentalnej. Gdy jedna jest krótsza, stół się chwieje.
  • Odporność psychiczna to umiejętność radzenia sobie z wielością bodźców, stresem i presją. Temperament jest wrodzony, ale swój limit może podnieść każdy.
  • Przed ważnym startem pomagają oddech przeponowy w odosobnieniu i dialog wewnętrzny. Celem nie jest zero stresu, tylko stres, który pomaga.
  • Sport w CV przeważa przy dwóch porównywalnych kandydatach i na stanowiskach, na które firma chce kogoś wyszkolić. Doświadczenia nie zastąpi.
  • Najczęstszy błąd kandydatów to brak przygotowania: nie wiedzą, na jakie stanowisko i do jakiej organizacji aplikują.

Bramka na bezpieczny start

Piłka ręczna pojawiła się w piątej klasie, razem z nową szkołą o profilu sportowym na Wilanowie i klubem UKS Wilanowia. Marcin podchodził do niej sceptycznie. Lubił sport, ale raczej piłkę nożną, więc wybrał pozycję, która najbardziej ją przypominała.

„Mówię, no dobra, to stanę na bramce, to będzie taki bezpieczny start trochę. I potem się okazało, że to tak już zostało”. Z czasem zobaczył, że pozycja pasuje do jego charakteru: „lubię być w grupie, ale tak trochę na swoich zasadach i trochę tak w jakiejś pewnej niezależności”. Bramkarz jest w drużynie, a jednocześnie własny zestaw zadań i własne pole bramkowe dają mu pewną wolność.

Pomogły wzrost, zasięg ramion i szybkość ruchów. Pomógł też trener. Rocznik Marcina trafił na Arkadiusza Dudarewa, byłego reprezentanta Polski na bramce, który po kontuzji zaczął prowadzić młodzież w Wilanowii. „Oczywiście cały zespół zyskiwał, ale bramkarz najbardziej, no bo to był de facto jego fach”.

W trakcie liceum grał w Warszawiance, był reprezentantem Polski juniorów, a w pewnym momencie dostał też propozycję z Kielc. Marcin jej nie przyjął. Zaważyły zdrowie, studia i szczera odpowiedź na jedno pytanie: czy widzi siebie jako zawodowego piłkarza ręcznego przez następne kilkanaście lat. Nie widział. Został przy sporcie od innej strony i poszedł na psychologię sportu.

Stół na czterech nogach

Co daje młodemu zawodnikowi praca z psychologiem? Marcin odpowiada analogią, która krąży w psychologii sportu.

„Przygotowanie sportowe, całościowe jest trochę jak stół na czterech nogach (…) Przygotowanie fizyczne, taktyczne, techniczne, no i jest też to mentalne (…) jak tam któraś noga jest krótsza, no to stół się chwieje”.

Praca mentalna nie zastępuje talentu ani treningu. Pozwala je pokazać wtedy, gdy dochodzą rywalizacja, napięcie i presja oczekiwań. Myśli i emocje też da się wyregulować, a psychologowie sportu mają na to sposoby.

Czym jest odporność psychiczna

„W uproszczeniu (…) ta odporność psychiczna to jest po prostu umiejętność radzenia sobie z wielością bodźców, ze stresem, z presją, która nas otacza”. Marcin rozkłada ją na dwie warstwy. Pierwsza to temperament, w dużej mierze wrodzony. Jedni mają mocny układ nerwowy, inni są wrażliwsi i zniosą mniej bodźców.

Druga warstwa podlega treningowi. „Każdy, niezależnie od tego, jaki ma temperament, czy jak mocny ma układ nerwowy, każdy może gdzieś tam ten swój indywidualny limit zwiększyć”.

Da się ją też zmierzyć, choć nie jednym testem. W piłce ręcznej wystarczy spojrzeć na końcówki meczów: ostatnie 15 sekund, wynik w okolicach remisu, ostatni rzut albo karny. Analityka sportowa pokazuje, kto w takich sytuacjach trafia regularnie.

Przed meczem: oddech, dialog, sprawczość

Młodym zawodnikom, którzy nie pracują z psychologiem, Marcin podsuwa dwie techniki. Pierwsza to oddech. Gdy tętno skacze, zanim mecz się zaczął, warto odejść na bok i zrobić kilka głębokich oddechów przeponowych. Druga to dialog wewnętrzny. Przed zawodami głowa sama układa negatywne scenariusze, a myśli można świadomie skierować na dobry przebieg albo na coś zupełnie innego.

„To nie chodzi o to, żeby tego stresu w ogóle nie było, tylko żeby on był tym pomagającym stresem, bo na zbyt dużym rozluźnieniu i bez stresu to wykonanie nie jest dobre”.

W rozmowie wraca uczucie, które zna każdy rezerwowy. Szymon przyznaje, że na ławce stresował się bardziej niż na boisku. Marcin nazywa mechanizm. Na boisku: „masz sprawczość, wchodzisz i już możesz coś z tym zrobić, możesz coś zmienić”. Na ławce: „wiesz, że jesteś uczestnikiem, chciałbyś dobrze, ale nie możesz nic z tym zrobić, no więc to się gdzieś tam w ciele kłębi wszystko”.

Co zostaje po sporcie

Pytany o sukces, Marcin mówi o tym długofalowym: „dużym sukcesem jest to, co zostaje”, czyli wyznaczanie celów, planowanie, praca zespołowa, branie odpowiedzialności i przyjmowanie informacji zwrotnej od pierwszego szefa w życiu, którym jest trener.

Ta krytyka bywa mocna, czasem wulgarna, i dla nastolatka jest szokiem. W pracy ludzie dobierają słowa staranniej niż w sportowych emocjach, więc ktoś po takiej szkole wie, że trzeba ochłonąć, a następnego dnia wszystko da się poukładać.

Rekrutacja: przewaga, ale nie przepustka

W Legii Warszawa Marcin odpowiada za sprawy personalne w części komercyjnej i organizacyjnej klubu. Zawodników wyszukuje osobny scouting sportowy. Czy sportowa przeszłość pomaga kandydatowi? Przy dwóch porównywalnych osobach działa na korzyść. Sama nie wystarczy tam, gdzie potrzebne jest konkretne doświadczenie.

„Może być bardzo pomocny na starcie (…) czy nastawiamy się, że tak naprawdę trochę tą osobę u siebie ukształtujemy, ale chcemy mieć jakąś bazę startową, a to jest wcale nie mała grupa stanowisk”.

Byłym sportowcom radzi nazwać wprost to, co przenosi się z boiska do biura: cele, planowanie, elastyczność, wytrwałość, pracę zespołową i odpowiedzialność. Potem pokazać, jak wykorzystają to w tej konkretnej firmie.

Najczęstszy błąd widzi po drugiej stronie stołu. Kandydaci przychodzą nieprzygotowani, nie wiedzą, na jakie stanowisko aplikowali, i nie przeczytali zakresu obowiązków. „Jeśli to jest dla Ciebie ważne i tak się do tego przygotowałeś, to jak się przygotujesz do realnych wyzwań (…) To jest takie coś, co od razu zapala lampkę”.

Najtrudniej znaleźć ludzi, którzy łączą nieoczywiste kompetencje. HR-owca z wrażliwością na ludzi, który swobodnie czyta dane. Finansistę, który potrafi zrozumiale opowiedzieć o liczbach. „Ktoś, kto potrafi łączyć te, bym powiedział, nieoczywiste obszary, jest w cenie po prostu”.

Czego czat nie powie

W sztucznej inteligencji Marcin widzi przede wszystkim szansę na zdjęcie z ludzi powtarzalnych zadań. Nie uważa, że zabierze pracę tym, którzy chcą się uczyć. Znak zapytania stawia jako psycholog. Część osób zaczyna traktować czat jak rozmowę terapeutyczną.

„Wiadomo, że tam są określone algorytmy, które też tak trochę stworzone (…) żeby tak zawsze na pozytywnie i nigdy gdzieś tam nie powiedzieć ci stop w pewnych rzeczach, żeby było miło”.

A rozwój, jak mówi, przychodzi gdzie indziej: „prawdziwy taki realny rozwój istotny następuje poza strefą komfortu, kiedy jest trochę niemiło”. To ta sama lekcja, którą daje sport. Trener albo kolega z drużyny powie wprost, że decydujący rzut mogłeś wykonać inaczej.

Jedna impreza, jeden mecz

Najważniejszą lekcję z porażki Marcin wyniósł pod koniec gry. Dzień przed ważnym meczem była impreza, której nie chciał ominąć. Zabrakło snu i następnego dnia od razu odbiło się to na formie.

„Całościowo to był mecz przegrany, gdzie miałem świadomość, że nie dałem maksimum od siebie przez tą swoją decyzję z poprzedniego dnia”.

Więcej się to nie powtórzyło. Nie dlatego, że jeden zawodnik przegrał mecz. Dlatego, że mógł mieć na wynik wpływ pozytywny, a nie miał.

Wypalenie i rada dla rodziców

Brak motywacji da się przez chwilę przetrwać, tak jak długi okres przygotowawczy w sporcie, jeśli widać cel na horyzoncie. Gorzej, gdy znika cel i sens. „Można się w cudzysłowie przemęczyć tydzień, dwa, trzy, miesiąc (…) natomiast w długiej perspektywie to jest ciężkie i w tym momencie gdzieś tam się pojawiają te pierwsze symptomy potencjalnego wypalenia”. To sygnał, żeby zmienić otoczenie albo zakres obowiązków, porozmawiać z szefem. W dużych firmach pomaga awans poziomy, czyli te same kompetencje w nowym zespole i przy nowych zadaniach.

Czy wypalenie to cena sukcesu?

„Niekoniecznie (…) Można zdecydowanie osiągnąć sukces bez wypalenia, to na pewno jestem przekonany”.

Rodzicom młodych sportowców Marcin radzi pilnować, żeby sport nie był jedynym obszarem życia dziecka. Potrzebne jest miejsce na naukę, inną pasję, rówieśników i dobre życie rodzinne. „W młodym wieku (…) sport powinien być przede wszystkim frajdą”. Dwunastolatek ma przed sobą całe życie. Sport może być jego drogą albo doświadczeniem, które przyda się później w pracy.

Pytanie odcinka

Czy sport wyczynowy bardziej pomaga w karierze zawodowej, czy ją psuje?

Marcin zastrzega, że wyczynowo grał do 19. roku życia, więc do pracy wchodził równolegle ze sportem, a nie po latach seniorskiej kariery. Odpowiedź ma jednak jednoznaczną.

„Te umiejętności, te doświadczenia, to ścieranie się z rywalizacją, ze stresem, z funkcjonowaniem w grupie, funkcjonowaniem w relacji z trenerem, który jest swego rodzaju szefem takim pierwszym, no to na pewno bardzo pomaga. To bez dwóch zdań”.

To, o czym rozmawiamy, opowiadam też na scenie.

Prelekcje i warsztaty dla konferencji, zespołów technicznych i działów HR.

Zobacz tematy